Na podstawie artykułu Michała Janczury opublikowanego 6 lipca na Wirtualnej Polsce powstaje obraz szpitala w Mogilnie, który w wyniku fatalnych decyzji, braku nadzoru i działalności zewnętrznej spółki Spine znalazł się na skraju finansowej zapaści. Kontrola NFZ wykazała setki wątpliwych zabiegów, identyczną dokumentację medyczną i rozliczenia, które mogą nosić znamiona wyłudzeń. Dziś placówka walczy o przetrwanie.
Szpital bez neurochirurgii, a setki neurochirurgicznych zabiegów
Szpital w Mogilnie nigdy nie miał poradni neurochirurgicznej ani leczenia bólu. Nie dysponował też sprzętem ani warunkami do wykonywania specjalistycznych zabiegów kręgosłupa. Mimo to w 2023 roku ówczesna dyrektor placówki Ewa Bonk – Woźniakiewicz podpisała umowę ze spółką Spine, prowadzoną przez dwóch neurochirurgów. Jak wynika z ustaleń opisanych przez Wirtualną Polskę, umowa była zawarta bez konkursu ofert, bez negocjacji i na warunkach skrajnie niekorzystnych dla szpitala: 65 procent wartości każdego zabiegu trafiało do spółki, a jedynie 35 procent do placówki.
W praktyce oznaczało to, że szpital zapewniał salę operacyjną, zaplecze, personel i organizację, a większość pieniędzy trafiała do prywatnej firmy. Co więcej, zabiegi wykonywano w soboty, bo w tygodniu sala operacyjna była zajęta przez chirurgię.
Sobotnie maratony zabiegów
Z dokumentacji wynika, że neurochirurdzy przyjeżdżali do Mogilna wcześnie rano i w ciągu kilku godzin wykonywali po 20, 30, a nawet 50 zabiegów. W jednym z dni – jak opisuje WP – lekarz zakończył pracę przed 13.00, mając na koncie 25 pacjentów. W innym przypadku wykonano 50 procedur w ciągu jednego dnia.
NFZ ustalił, że zabiegi trwały od 3 do 10 minut. Tymczasem procedura, którą spółka Spine wpisywała do dokumentacji i rozliczała jako hospitalizację, wymaga znacznie dłuższego czasu, sali operacyjnej, kilkuetapowego wprowadzenia kaniuli oraz opieki nad pacjentem. Konsultant wojewódzki, dr Wojciech Wasilewski, stwierdził wprost, że wykonanie tej procedury w takim tempie jest „niemożliwe”.
„Procedura jest niemożliwa do wykonania w czasach, jakie rejestrowane były w protokołach (średnio 10 minut)” – cytuje WP opinię konsultanta.
Dokumentacja jak kopiuj-wklej
Kontrola NFZ objęła 549 pacjentów. W każdym przypadku stwierdzono, że nie było żadnych podstaw do hospitalizacji. Zabiegi wykonano w znieczuleniu miejscowym, możliwym do przeprowadzenia w poradni, a nie na oddziale szpitalnym.
Najbardziej uderzające były jednak wpisy w dokumentacji medycznej. NFZ i konsultant wojewódzki wskazali, że: „Wpisy (…) są lakoniczne, powtarzalne, w treści identyczne dla większości chorych. Dokumentacja nosi znamiona jej fałszowania”.
Pacjenci przyjeżdżali do Mogilna niemal wyłącznie spoza powiatu. 548 z 549 osób miało skierowania wystawione przez lekarzy Spine. Niektórzy byli poddawani zabiegowi wielokrotnie – jedna osoba aż pięć razy w ciągu dziewięciu miesięcy.
Kara z NFZ i komornik na koncie
Po kontroli NFZ nałożył na szpital karę w wysokości ponad 2,6 mln zł. Jednocześnie spółka Spine pozwała placówkę o wypłatę zaległych faktur i wygrała. Sąd uznał, że skoro umowa została podpisana, a zabiegi wykonano, to wynagrodzenie się należy. Szpital musi zapłacić 1,28 mln zł.
Komornik zajął już 400 tys. zł z kontraktu szpitala. Dyrektor Sebastian Jankiewicz przyznaje, że placówka nie ma pieniędzy na wypłaty dla personelu i stoi na krawędzi utraty płynności.
Śledztwo i pytania bez odpowiedzi
Sprawę bada Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy. Trwa zbieranie materiału dowodowego, przesłuchania świadków i analiza dokumentacji. Podobne działania prowadzone są w Miastku, gdzie spółka Spine wykonywała jeszcze większą liczbę zabiegów, a sprawę nadzoruje CBA.
Prezes Spine, dr Mateusz Szylberg, w odpowiedzi na pytania dziennikarza WP stwierdził, że nie wie o żadnych nieprawidłowościach, a zarzuty są „tendencyjne”. Tymczasem, jak ustaliła WP, spółka nie składa sprawozdań finansowych od 2022 roku, mimo ustawowego obowiązku.
Mały szpital, wielki kryzys
Historia Mogilna pokazuje, jak łatwo publiczna placówka może zostać wciągnięta w mechanizm, który prowadzi do gigantycznych strat finansowych. Brak nadzoru, niekorzystna umowa, masowe zabiegi wykonywane w tempie niemożliwym do pogodzenia z procedurą oraz identyczna dokumentacja medyczna stworzyły mieszankę, która dziś zagraża istnieniu szpitala.
Jak zauważa ekspertka cytowana przez WP, prof. Małgorzata Gałązka-Sobotka: „Tak się kończy ułuda taniego państwa. Kontrola wydawania publicznych środków praktycznie nie istnieje.”
Szpital w Mogilnie pozostaje w dramatycznej sytuacji. NFZ wstrzymuje wypłaty, komornik zajmuje środki, a personel czeka na wynagrodzenia. To przykład, który powinien stać się ostrzeżeniem dla całego systemu ochrony zdrowia.
Nasuwają się jednak istotne pytania. Gdzie w tym czasie był nadzór Zarządu Powiatu, któremu podlega szpital w Mogilnie?
Starosta Tomasz Krzesiński w swoim oświadczeniu stara się przerzucić odpowiedzialność na byłą dyrektor Ewa Bonk-Woźniakiewicz. Warto jednak przypomnieć, że od momentu jej odwołania funkcję dyrektora szpitala pełniły jeszcze dwie inne osoby. To rodzi pytanie, dlaczego przez ten czas nie udało się rozwiązać problemów, o których dziś mówi zarząd powiatu.
Odpowiedzialność za nadzór nad szpitalem spoczywa na organie prowadzącym, dlatego mieszkańcy mają prawo oczekiwać wyjaśnień dotyczących działań podejmowanych przez Zarząd Powiatu na przestrzeni ostatnich lat, a nie wyłącznie wskazywania winnych wśród byłego kierownictwa placówki.
(Informacja prasowa)

