ZŁOTE, DIAMENTOWE I ŻELAZNE GODY W STRZELEŃSKIM URZĘDZIE MIEJSKIM
O tym, czy istnieje recepta na doskonały związek i czy sprawdza się ona w codziennym życiu mówili 25 czerwca w sali konferencyjnej Urzędu Miejskiego w Strzelnie Jubilaci, którzy obchodzili Złote, Diamentowe i Żelazne Gody.
Tego dnia wraz z rodzinami i władzami miasta świętowały 2 pary małżeńskie, które związek małżeński zawarły w 1975 roku i obchodziły 50 – lecie pożycia małżeńskiego, jedna para, która w związku małżeńskim jest już od 60 lat i jedna, która obchodzi 65 – lecie małżeństwa. Dostojnym jubilatom w tym uroczystym dniu towarzyszyła najbliższa rodzina. Z gratulacjami, kwiatami i medalami oraz okolicznościowymi grawertonami na jubilatów czekały wiceburmistrz Ewa Jaroszewska, przewodnicząca Rady Miejskiej Emilia Walkowiak i kierowniczka USC Joanna Stranc, które życzyły świętującym przede wszystkim zdrowia, wszelkiej pomyślności i kolejnych pięknych jubileuszy – Minęło 50, 60 i 65 lat od kiedy związaliście się węzłem małżeńskim, przyrzekaliście sobie nawzajem dozgonną miłość i wierność, szacunek i przyjaźń. To wy dostojni jubilaci, już dzisiaj możecie powiedzieć, czym dla człowieka jest rodzina – mówiła kierowniczka USC Joanna Stranc. Następnie małżonkowie podając sobie prawe dłonie złożyli wzajemne podziękowania za zgodne, szczęśliwe i trwałe małżeństwo. Nie zabrakło toastu lampką szampana i odśpiewania Jubilatom Sto lat.
Do życzeń dołączył się Maciej Leszczyński, który przygrywał na kayboardzie znane Jubilatom dawne przeboje. Nie zabrakło występów artystycznych uczniów SP im. Jana Dałkowskiego przygotowanych przez wychowawczynię Patrycję Lewandowską, którzy zaprezentowali muzyczny program artystyczny. Przy słodkim poczęstunku pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyli ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często natomiast okraszony zmęczeniem.
Bożena i Ryszard Panfil ze Strzelna
Oboje pochodzą z Mogilna. Pani Bożena była księgową, a pan Ryszard z zawodu jest politologiem. Ponadto jest mistrzem stolarskim. W 1991 roku założył w Strzelnie własną firmę Despol, którą prowadzi do dzisiaj, specjalizującą się w produkcji drewnianych mebli ogrodowych, placów zabaw, pergoli, studni, czy rzeźbionych mebli. Ponad 7 lat był naczelnikiem Miasta i Gminy Strzelno – Zmienił się ustrój i musiałem zrezygnować, więc założyłem własną działalność i do dzisiaj ciągnę. Zacząłem od palet i tak powoli się to rozwijało – opowiada pan Ryszard. Z przyszłą żoną poznał się w Mogilnie. Jako przedstawiciel Zarządu Powiatu Związku Młodzieży Wiejskiej uczestniczył w zakończeniu roku szkolnego w szkole w Świerkówcu, którą kończyła wówczas pani Bożena – I tam właśnie poznałem moją żoneczkę. Miała co prawda dłuższe włosy i mi się bardzo spodobała. A było to tak, że wyszliśmy na zewnątrz za szkołę i tam sobie buziaczka daliśmy. I to zapamiętałem, że poznałem właśnie w szkole taką młodą, fajną dziewczynę – opowiada pan Ryszard. Po 4 latach 18 stycznia 1975 roku w Mogilnie zawarli związek małżeński. Małżeństwo wychowało 2 dzieci i doczekało się 3 wnucząt – Dziękuję jej za to, że przetrwała ze mną tyle lat. Dziękujemy władzom miasta za ten pięknie zorganizowany jubileusz i długo będziemy go pamiętać – dodał pan Ryszard.
Elżbieta i Jan Bartoszak ze Sławska Dolnego Ślubowali 8 lutego 1975 r
Pan Janek pochodzi z Szadłowic, a pani Elżbieta z Inowrocławia. Poznali się w 1971 roku dokładnie 17 października w godzinach wieczornych na zabawie w Szadłowicach – W życiu bym na niego nie spojrzała chociaż był przystojny – mówi pani Elżbieta. A pan Janek dodaje: – Jeździła do koleżanki ze szkoły z Technikum Ekonomicznego do Szadłowic i tam się poznaliśmy. Pojawiły się na zabawie i tam wpadła mi w oko. Chodziła do szkoły, akurat studia zaczęła w Toruniu i 4 lata za nią czekałem, ja byłem krótko po wojsku.
– Moja przyszła teściowa powiedziała, jak spróbujesz zrobić tak, że ona przerwie te studia to nie chcę cię znać – dodała pani Elżbieta. Pobrali się 8 lutego 1975 roku w Inowrocławiu. Do Sławska Dolnego przeprowadzili się ze względu na spokój i ciszę. Małżeństwo wychowało dwoje dzieci, syna i córkę. Doczekali 5 wnucząt.
Pan Jan pracował w Hucie Szkła Gospodarczego Irena w Inowrocławiu, a pani Elżbieta pracowała w Zakładach Chemicznych w Inowrocławiu, później była dyrektorem w Lafarge Europa i Lafarge Polska.
Oprócz pracy zawodowej i zajmowania się domem pan Janek działał też na niwie społecznej. Przez 9 lat był sołtysem Sławska Dolnego. Jest też pomysłodawcą obchodów Niedzieli Palmowej w Strzelnie – Tak, zaproponowałem to ówczesnemu proboszczowi parafii ks. Ottonowi Szymków, bo jak jeździłem po Polsce widziałem, jak się to działo i do ks. Ottona powiedziałem, czy zrobilibyśmy może Palmy Kujawskie w Strzelnie. Zastanawiał się i dokładnie 17 kwietnia 2004 roku odbyła się pierwsza Niedziela Palmowa z przeglądem palm i tradycja trwa do dziś – powiedział pan Jan.
Spytani o receptę na długie lata w małżeństwie, pan Jan odpowiedział, że jako osoby pracujące zawodowo rzadko się widywali – Żona poświęcała dużo czasu na pracę zawodową, to ja zajmowałem się domem i przyjeżdżała jak do najlepszego hotelu, wszystko miała zrobione. Odpoczęła, przespała się i rano pojechała do pracy. Ale wytrwaliśmy do dziś wspólnie. Jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni. Nie wiem jak żona, ale ja mówię za siebie – opowiada pan Jan.
Marianna i Marian Sibora z Górek obchodzili Diamentowe Gody
Poznali się na zabawie w Górkach. Oboje pracowali też w miejscowym PGR – Ja już ją wyhaczyłem wcześniej w pracy, a na zabawie poznaliśmy się bliżej. Ale kiedyś było zupełnie inaczej. Teraz młodzi jak się poznają, to od razu do łóżka idą, a ja chodziłem 6 miesięcy, bo babcia (mama pani Marianny) była bardzo religijna i nie dała podejść zbyt blisko. O sianie nawet nie było mowy, a teraz to od razu do łóżka idą. Ale jakoś wytrzymałem i nie żałuję, bo jesteśmy z sobą do dziś – opowiada pan Marian. Ich miłość dojrzewała przez pół roku, po czym zawarli związek małżeński. Najpierw 7 kwietnia 1966 roku w USC w Strzelnie, a trzy dni później w kościele parafialnym w Ludzisku. Wychowali 2 dzieci. Doczekali się 4 wnucząt oraz 6 prawnucząt. Po ślubie pan Marian pracował nadal w gorzelni w Górkach, a pani Marianna zajmowała się wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu.
Oboje uważają, że we wspólnym pożyciu małżeńskim najważniejsza jest miłość, zgoda i zrozumienie – To wszystko zależy od kobiety, jak dobrze gospodarzy i starcza od pierwszego do pierwszego, to jest dobrze, bo nie ma kłótni, że nie ma na chleb i masło. A jak kobieta źle gospodarzy i nie starcza do pierwszego, to są w domach kłótnie. A moja żona dobrze gospodarzy i starcza nam na wszystko. I u nas jest zgoda, nie ma czasu na kłótnie, ale też nie ma o co się kłócić – opowiada nam pan Marian. Natomiast pani Marianna dodała, że bardzo ważne jest by życie w małżeństwie przeżyć razem, a nie każdy sam sobie – Wszystko zależy od szacunku dla drugiego. Jak nie ma pijaństwa w domu, to jest miłość w domu. Nasze małżeństwo jest zgodne i udane – dodała pani Marianna.
Aniela i Teodor Borowscy z Łąkiego obchodzili Żelazne Gody
Aniela i Teodor Borowscy mieszkają w Łąkiem. Poznali się na zabawie tanecznej w Kołodziejewie (gm. Janikowo). Pani Aniela pochodzi z Broniewic, a pan Teodor z Wojdala w gm. Pakość – Miałem motor „jawę” 250, kiedyś to była prawdziwa maszyna. Tym motorkiem pojechałem na zabawę. Tam się poznaliśmy. Nie żałuję, bo tyle lat przeżyliśmy razem i nie zostawiła mnie – opowiada pan Teodor. Natomiast pani Aniela dodała: – Chodził tak za mną, aż w końcu staliśmy się nierozłączną parą.
29 czerwca 1961 roku swoją miłość przypieczętowali w USC w Mogilnie, a 1 lipca ślubowali dozgonną miłość i wierność przed ołtarzem w rodzinnej parafii pani Anieli w Trlągu (gm. Janikowo). Ślubu udzielał im ówczesny proboszcz tej parafii ks. Wydra. Małżeństwo wychowało 2 synów. Doczekali się także 4 wnucząt. Są też szczęśliwymi pradziadkami. Do Łąkiego sprowadzili się w 1966 roku, gdzie małżeństwo kupiło stary dom wraz z gospodarstwem. Tutaj pobudowali nowy dom. Oboje ciężko pracowali. Pan Teodor przez 10 lat pracował w ówczesnej kopalni wapna w Bielawach, a później na rodzinnym 50 ha gospodarstwie rolnym, gdzie z początku zajmowali się hodowlą zwierząt i uprawą roślin. Pani Aniela jako panienka pracowała w gospodarstwie u rodziców, a po ślubie zajęła się domem i wychowaniem dzieci. Pomagała także mężowi w gospodarstwie. Obecnie są na emeryturze, a gospodarstwo przepisali synowi Henrykowi. Po 65 latach małżeństwa twierdzą, że w związku jeden drugiego musi zrozumieć i nie doprowadzać do konfliktów. – Jesteśmy coraz słabsi, ale dzieci i wnuki dają nam siłę do życia – powiedzieli zgodnie.
(Informacja prasowa)




















































































