Nie posiadają recepty na małżeństwo doskonałe. Twierdzą jednak zgodnie, że prawdziwa miłość, wzajemne poszanowanie i zrozumienie, dobry humor i odrobina małżeńskiej niezgody to czynniki wpływające na wspólne przeżycie półwiecza. O tym, czy istnieje recepta na doskonały związek i czy sprawdza się ona w codziennym życiu mówili dostojni Jubilaci, którzy 27 stycznia w sali USC Urzędu Miejskiego w Strzelnie obchodzili 50 – lecie i 60 – lecie pożycia małżeńskiego.
27 stycznia w sali USC strzeleńskiego ratusza gościły pary małżeńskie, które ponad pół wieku temu z przekonaniem wypowiedziały sakramentalne tak. Na uroczystość Złotych i Diamentowych Godów przybyli Jubilaci, którzy związek małżeński zawarli w 1965, 1966 i 1972 roku. W gronie szczęśliwych i wzruszonych par znaleźli się: Wanda i Tadeusz Szpuleccy z Ostrowa, Bożena i Ewaryst Pieróg ze Strzelna, Krystyna i Stanisław Nowińscy z Wronowych oraz Kazimiera i Czesław Boruccy ze Strzelna.Pary małżeńskie odebrały nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także honorowe medale, przyznane przez prezydenta RP i pamiątkowe grawery ufundowane przez burmistrza Strzelna Dariusza Chudzińskiego.
Uroczystość prowadziła kierowniczka USC Joanna Stranc, która wyraziła swoje uznanie dla małżonków, którzy dotrzymali złożonego przed pięćdziesięcioma i sześćdziesięcioma laty przyrzeczenia dochowania wzajemnej miłości, szacunku i przyjaźni. Życzyła parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. Zaznaczyła, że 50. i 60. rocznica zawarcia związku małżeńskiego, to niezwykle piękna uroczystość. – Miło jest nam zawsze gościć dostojnych Jubilatów, bez względu na ich staż małżeński, czy to jest 50, czy 60, a nawet 70 rocznica zawarcia związku małżeńskiego (…) Patrząc na jubilatów obchodzących Złote Gody, nie mówiąc już o Diamentowych Godach, to tylko podziwiać. Ja uważam, że są to bardzo odważne osoby. Czasem mam bardzo, bardzo dużo takich jubilatów. Wiem, że czasami zdrowie nie pozwala, ale z reguły jubilaci są mało odważni. Nie wiem, może boją się tych fleszy, ale ja za każdym razem się cieszę i teraz po raz kolejny się cieszę, że zechcieliście wy państwo jubilaci podzielić się z nami swoją uroczystością złotą i diamentową – mówiła Joanna Stranc.
Jubilaci odebrali nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także okolicznościowe grawery ufundowane przez burmistrza Dariusza Chudzińskiego. Jubilaci dziękowali za nawet te najtrudniejsze chwile swego życia i kolejny raz, podobnie jak pół wieku temu przyrzekali sobie miłość, wierność i wsparcie w każdej chwili życia. Podając sobie prawe ręce złożyli wzajemne podziękowania za zgodne, szczęśliwe i trwałe małżeństwo. Z życzeniami wystąpił również Dariusz Chudziński, który pogratulował Jubilatom długich lat wspólnego życia, życzył wszystkim parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. – Rocznica ślubu to wzruszająca uroczystość. 50 wspólnie przeżytych lat, to wspaniały przykład do naśladowania dla wszystkich młodych małżeństw. To również powód do dumy i satysfakcji (…) – mówił między innymi burmistrz. Do życzeń dołączyła też wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Emilia Walkowiak wręczając Jubilatom listy gratulacyjne, kwiaty oraz okolicznościowe grawertony. – Macie wielkie szczęście, że doczekaliście tak zacnych jubileuszy. Czas się dla was zatrzymał. Tylko o jedno Pana Boga trzeba prosić, o zdrowie, żeby dzieciom i wnukom było do kogo przyjeżdżać. Bo dom rodzinny tworzą właśnie rodzice. Myślę, że w zdrowiu spotkamy się jeszcze na waszych kolejnych jubileuszach – powiedziała Emilia Walkowiak.
Do życzeń dołączył Maciej Leszczyński, który przygrywał na kayboardzie znane Jubilatom dawne przeboje. Wszyscy odśpiewali Jubilatom Sto lat, a za ich zdrowie wypito po lampce szampana. Nie zabrakło występów artystycznych uczniów klasy Ib SP im. Jana Dałkowskiego przygotowanych przez wychowawczynię Patrycję Lewandowską. Przy okolicznościowym torcie ufundowanym przez Urząd Miejski i słodkim poczęstunku pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyły ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często okraszony zmęczeniem. Jednak bardzo szczęśliwy. Z prawdziwą przyjemnością, wzruszeniem, a także żartem i uśmiechem jubilaci wspominali przeżyte wspólnie 50 i 60 lat.
Wanda i Stanisław Szpuleccy mieszkają w Ostrowie. Pan Stanisław pochodzi z Cienciska, a pani Wanda z Ostrowa. Znają od dzieciństwa, gdyż należeli do tej samej parafii w Ostrowie. W młodzieńczych latach, gdy między nimi zaiskrzyło ze ślubem nie czekali zbyt długo. Po roku bliższej znajomości zawarli związek małżeński. Najpierw 9 listopada 1974 roku złożyli przysięgę w USC w Strzelnie, a następnie tego samego dnia przed Bogiem w parafialnym kościele w Ostrowie. Pierwsze lata małżeństwa spędzili w Ciencisku, później przeprowadzili się do Ostrowa. W obu miejscach pracowali w gospodarstwie. Wychowali 3 dzieci Danutę, Krystynę i Sławomira. Doczekali się 5 wnucząt: Aleksandry, Bartłomieja, Hanny, Kacpra i Agaty.
Sekretem na długie pozycie zdaniem państwa Szpuleckich jest rodzina, która jest zawsze blisko i wspiera się nawzajem. Pan Stanisław twierdzi, że wspólnie spędzone lata szybko minęły – Zleciało to wszystko jakby minęły tylko 2 lata – powiedział. Z kolei pani Wanda dodała: – Przeżyliśmy razem ten czas i mam nadzieje, że jeszcze trochę wspólnie pożyjemy.
Bożena i Ewaryst Pieróg mieszkają w Strzelnie. Pani Bożena pochodzi z Cienciska, a pan Ewaryst jest rodowitym Strzelnianinem. Poznali się na zabawie tanecznej w Ciencisku. Od momentu poznania ślub wzięli zaledwie po półrocznej znajomości. Związek małżeński zawarli 23 listopada 1974 w Strzelnie. Tutaj też wspólnie zamieszkali. W mieście przez wiele lat prowadzili sklep oraz zakład produkcyjny przetwórstwa mięsnego. Wcześniej pan Ewaryst pracował w zawodzie rzeźnika w PSS Społem w Strzelnie. Obecnie zakład i sklep prowadzą ich dzieci. Małżeństwo wychowało 4 dzieci: Jolantę, Małgorzatę Krzysztofa i Annę. Doczekali się 9 wnuków: Bartosza, Natalii, Radosława, Amelii, Małgorzaty, Wojciecha, Franciszka, Stanisława i Izabeli.
Zapytani o sekret na tak długie pożycie małżeńskie pani Bożena odpowiedziała, że bywało różnie – Bywało raz lepiej, a raz gorzej, ale cały czas dochodzimy do porozumienia. Nie jest źle – mówiła. Z kolei pan Ewaryst twierdzi, że trzeba mieć zajęcie w życiu, zajmować się pracą, wtedy nie ma czasu na kłótnie.
Kazimiera i Czesław Boruccy mieszkają w Strzelnie. Pani Kazimiera pochodzi z Osówca (gm. Orchowo), natomiast pan Czesław od urodzenia mieszka w Strzelnie. Poznali się na zabawie tanecznej w Osówcu, gdzie pan Czesław pojechał z kuzynem pani Kazimiery – Od razu trochę wpadła mi w oko. Później podobała mi się coraz bardziej – opowiada pan Czesław. Natomiast pani Kazimiera dodała – Wziął mój adres od kuzyna, bo ja uczyłam się w liceum pedagogicznym w Inowrocławiu i tam mieszkałam w internacie. Mąż był w tym czasie w wojsku. I zaczęła się między nami korespondencja. Woźny mi przemycał listy, bo wtedy wie pani jak to było, tylko od rodziców listy przekazywali. Ale woźny już wiedział o co chodzi i listy przemycał, już po charakterze pisma wiedział który list jest od rodziców, a który od chłopaka. Stary wyga, wiedział co w trawie piszczy – opowiada pani Kazimiera. Po szkole pani Kazimiera rozpoczęła pracę jako przedszkolanka w przedszkolu w Różannie, gdzie codziennie dojeżdżała z Osówca. Gdy pan Czesław wrócił z wojska postanowili się pobrać. Ślub cywilny zawarli 8 stycznia 1966 roku w Gębicach (gm. Mogilno), natomiast kościelny 23 kwietnia w Orchowie. Od 1967 roku razem mieszkają w Strzelnie. Małżeństwo wychowało 3 dzieci: Macieja, Marka i Annę. Doczekali się 4 wnucząt: Mateusza, Łukasza, Mikołaja i Wiktora oraz 2 prawnucząt Franciszka i Marceliny.
Pan Czesław od początku prowadził własną działalność dekarsko – blacharską w Strzelnie. Po dwóch latach małżeństwa wprowadzili się do wspólnie wybudowanego domu – Zaczynaliśmy praktycznie od posiadania dwóch łyżek i dwóch widelców. Wspólnie uczyliśmy się wszystkiego. Od pani, od której wynajmowaliśmy mieszkanie zaraz po ślubie uczyłam się gotować – opowiada pani Kazimiera.
Małżeństwo spytane przez nas o receptę na długotrwały związek odpowiedzieli – Najpierw jest wielka miłość, przyjaźń, a potem zaczyna się prawdziwe życie, które zaczyna się zaraz po ślubie. My do wspólnej pracy braliśmy się zdrowo, pobraliśmy się w 1966 roku, a już w 1968 roku wprowadziliśmy się do własnego domu. Życie trzeba przeżyć wspólnie, razem dzielić radości i smutki, razem pracować dla dobra rodziny. W małżeństwie muszą być kompromisy – mówi pan Czesław. Po czym pani Kazimiera dodała – Tak było kiedyś. To nie to, co jest teraz. Gdy kiedyś zepsuł się sprzęt np. AGD to się go naprawiało, gdy się człowiek pogniewał, to szybko się godził, a dzisiaj się niczego nie naprawia, dzisiaj kupuje się wszystko nowe i bierze się nowe. Teraz coś, co jest niepotrzebne to się wyrzuca. Jak jest źle, to po co naprawiać, teraz się wyrzuca – powiedziała nam pani Kazimiera.
Krystyna i Stanisław Nowińscy mieszkają we Wronowych. Pani Krystyna pochodzi z Młynów, a pan Stanisław z Radunka (gm. Jeziora Wielkie). Poznali się na zabawie we Wronowych i od razu się w sobie zakochali – Wystarczył ten jeden błysk w jej oku i już wiedziałem, że to ta jedyna – mówi pan Stanisław. Ich miłość dojrzewała przez półtora roku, po czym zawarli związek małżeński. Najpierw 23 grudnia 1965 roku w USC w Strzelnie, a dwa dni później w kościele parafialnym w Strzelnie. Po ślubie przez dwa lata mieszkali wspólnie z rodzicami pani Krystyny w Młynach. Później zamieszkali w Radunku, dokupili ziemię w Witkówku i razem gospodarzyli. Do Wronowych wprowadzili się w 1971 roku, gdzie kupili gospodarstwo i wybudowali dom. Wychowali 4 dzieci: Piotra, Violettę, Arletę i Sylwię. Doczekali się 6 wnucząt: Grzegorza, Bartosza, Angeliki, Gabrieli, Weroniki i Wiktoriioraz 4 prawnucząt Poli, Hanny, Leny i Aleksa. Oboje pracowali na gospodarstwie, wychowywali dzieci, a teraz wnuki. Oprócz tego udzielali się społecznie. Pani Krystyna w miejscowym KGW, natomiast pan Stanisław w radzie sołeckiej i OSP we Wronowych.
Oboje uważają, że we wspólnym pożyciu małżeńskim najważniejsza jest miłość, zgoda i zrozumienie – Miłość trzeba cały czas pielęgnować. Mieć dla siebie szacunek, a tak w ogóle mieć takiego męża to wielki skarb – powiedziała pani Krystyna.
(BP)

