CHOROBA, KTÓREJ NIE WIDAĆ – HISTORIA MICHAŁA, KTÓRY WALCZY O KAŻDY DZIEŃ
Na co dzień mijamy setki osób – w pracy, w sklepie, na ulicy. Wydają się zdrowe, uśmiechnięte, żyją „normalnym” życiem. Niewielu z nas zatrzymuje się, by pomyśleć, że za pozornym uśmiechem może kryć się cierpienie, którego nie sposób dostrzec na pierwszy rzut oka. Taką historią dzieli się Michał Rejniak – człowiek, którego codzienność to walka z chorobą niezwykle rzadką, bolesną i wyniszczającą.


Od czterech lat zmaga się z autoimmunologicznym zapaleniem, którego – jak mówią lekarze – nie można wyleczyć. Michał jest pierwszym znanym przypadkiem tego schorzenia w Europie. Choroba spowodowała u niego martwicę nogi, paraliż od pasa w dół, zaawansowaną osteoporozę, uszkodzenia mózgu i zwyrodnienia stawów. Mimo diagnoz i dramatycznych słów lekarzy, że jego stan jest „krytyczny”, Michał nadal żyje i walczy. – „Lekarze nie wierzą, jak na mnie patrzą. Mówią, że to cud, że wciąż się poruszam” – przyznaje.




Jego codzienność to nieustanny ból i świadomość, że medycyna nie ma dla niego rozwiązania. Co gorsza, dla wielu ludzi z zewnątrz Michał wygląda na osobę zdrową. Nie ma respiratora, nie leży w szpitalnym łóżku, nie wygląda na śmiertelnie chorego. – „To tak jak z jabłkiem – z wierzchu piękne, a w środku zgniłe” – porównuje swoją sytuację.
Najtrudniejsze w jego walce nie są jednak tylko fizyczne ograniczenia. To również brak zrozumienia. Niezrozumienie, które boli tak samo jak choroba. Dlatego Michał prosi nie o pieniądze, lecz o coś, co każdy z nas może dać – wsparcie. Kilka słów otuchy, polubienie czy udostępnienie posta, które sprawiają, że czuje, iż nie jest sam.
– „Nie proszę o pieniądze. Proszę tylko o to, byście pamiętali, że jestem i że walczę. Bo kiedy ktoś patrzy na mnie na ulicy, może pomyśleć, że przesadzam, że udaję. A prawda jest taka, że umieram i tylko cud sprawia, że jeszcze chodzę” – mówi wprost.
Siłę daje mu myśl o córkach, których nie widział od dwóch lat. Marzy, by jeszcze raz je przytulić. Modli się, by doczekać października, kiedy mają przylecieć. – „To one trzymają mnie przy życiu. Dla nich nie mogę się poddać” – podkreśla.



Historia Michała to mocne przypomnienie dla nas wszystkich: nie oceniajmy ludzi tylko po wyglądzie. Wokół nas są osoby cierpiące, które potrzebują nie współczucia, ale zrozumienia, wsparcia i obecności. Czasami zwykły gest – rozmowa, uśmiech, kilka słów otuchy – mogą dać drugiemu człowiekowi więcej niż najlepsze lekarstwa.
Michał kończy swoje wpisy słowami pełnymi wdzięczności i prośby:
„Proszę, czytajcie, udostępniajcie, pomagajcie. Bez Was sobie nie poradzę. To dla mnie ostatnia szansa, by jeszcze trochę pożyć.”
Link do profilu Michała: https://www.facebook.com/profile.php?id=100006801229155

fot. Michał Rejniak






